T.Piątek, "Kilka nocy poza domem", Wydawnictwo Czarne, 2002.
Wychodzę z założenia, że czytając książki w dużej ilości, od czasu do czasu można zdać się na ślepy traf. Dlatego też mniej więcej raz na miesiąc, idąc do biblioteki, zabieram z półki powieść, o której nie wiem absolutnie nic. Tak też było z "Kilkoma nocami poza domem" Tomasza Piątka. Owszem, słyszałam już wcześniej nazwisko autora, ale w kontekście publicystyki. (Tak, to ten, który jako pierwszy powiedział, że Ordo Iuris powiązane jest z brazylijską sektą). Nie mam jednak zamiaru pisać teraz o polityce, a o powieści, którą warto przeczytać.
Głównym bohaterem "Kilku nocy poza domem" jest Maciej Niwiński, dziennikarz zajmujący się sprawami kryminalnymi. Nie śpi, nie je, mieszka byle gdzie i potrafi chodzić w tych samych rzeczach przez kilka dni. Wszystko dla interesujących tematów. A tych jest coraz więcej, dzięki specjalizującemu się w szybkim docieraniu do tragicznych informacji, portalowi Crimenet. Co się dzieje? Giną zakochane pary nastolatków, ktoś morduje łamiących nakaz ciszy nocnej imprezowiczów, znana prezenterka zostaje zaatakowana w swoim domu, a ofiarą bestialskiego zabójstwa zostaje wokalista zespołu metalowego "Żydzi". Ten ostatni, jest również przyjacielem Niwińskiego, dlatego dziennikarz, porzucając pozostałe tematy, chce zająć się przede wszystkim rozwiązaniem zagadki śmierci muzyka. W międzyczasie kilka znajomych osób opowiada Maciejowi, że pomysł na zbrodnie, których dokonał ktoś inny, zrodził się w ich głowach.
Choć powieść ta wciąga ze względu na wątki kryminalne, jest ona przede wszystkim satyrą na działanie współczesnych mediów. Trudno pociągnąć ten wątek bez zdradzania szczegółów fabuły, jednak mogę wspomnieć o priorytetach korporacyjnych dziennikarzy, którzy nie widzą niczego złego w ograniczaniu swojego życia do pracy. Bez względu na to, czy są w redakcji, czy na przymusowym urlopie, non stop drążą temat. Dostanie się na staż do redakcji traktują jak dopust Boży, a żeby się w niej utrzymać, zdolni są zaprzedać własne ciało. Pogoń za newsem potrafi pozbawić ludzkich uczuć, a o tym, jak wartościowy jest temat na pierwszą stronę, dowiecie się sami, jeśli zdecydujecie się przeczytać powieść Piątka. A jeśli to nie przekonuje Was o tym, że media pozbawiają nas człowieczeństwa, wspomnę, że w programie zamordowanej na kartach powieści prezenterki, dziesięciu uczestników błagało widzów o pieniądze na mniej lub bardziej szczytny cel. Oczywiście dostawała je tylko jedna osoba i to niekoniecznie ta, która była w największej potrzebie. Drugą, niezwykle ważną częścią konstrukcji powieści, jest wątek kryminalny. Dzięki niemu akcja pędzi i choć czasami wydaje nam się kompletnie niedorzeczny, w efekcie splata się w całość i potrafi zaskoczyć. Narracja pierwszoosobowa tylko podkręca tempo i pozwala nam zrozumieć pobudki głównego bohatera. Dzięki niej, nie tylko poznajemy rozwiązanie zagadki krok po kroku, myląc tropy, ale także prześwietlamy emocje człowieka, którego życie i praca zlewają się w jedno.
"Kilka nocy poza domem" to ciekawa powieść łącząca dwa interesujące tematy. Ten kryminał ze społecznym zacięciem czyta się szybko, ale mimo tego trudno powstrzymać się od przemyśleń na temat tego, w jakim świecie żyjemy. Do czego może nas doprowadzić pęd za informacją? Czy naprawdę musimy poznawać szczegóły każdej, nawet najbardziej brutalnej zbrodni? I czy przestępstwa są na tyle interesujące, by dla zrobienia z nich newsa wyzbywać się moralności? Czy telewizja do końca pozbawiła nas współczucia? Pomyśleć, że tyle ważnych pytań zadaje nam dwustustronnicowa powieść, którą czyta się z czystą przyjemnością. Polecam!
