J.L.Horst, "Psy gończe", przełożyła M.Skoczko, Wydawnictwo Smak Słowa, 2015.
Znowu kryminał... I to skandynawski... I jeszcze napisany przez Horsta... Tak, wiem, czytam ostatnio za dużo takich książek, ale zapewniam, że przynajmniej cztery kolejne recenzje będą dotyczyć innych gatunków. Na razie jednak wystawię Waszą cierpliwość na próbę i napiszę kilka słów o "Psach gończych".
William Wisting, policjant z wieloletnim stażem. zostaje oskarżony o sfabrykowanie dowodów w głośnej sprawie zabójstwa młodej kobiety. Siedemnaście lat od zakończenia śledztwa, tuż po wyjściu sprawcy na wolność, w mediach pojawia się plotka o tym, że decydujący dowód został podrzucony. Co więcej, pogłoska okazuje się prawdą. Prowadzący wówczas śledztwo Wisting musi udowodnić, że to nie jego sprawka. Nie ułatwia mu tego ani zawieszenie w obowiązkach, ani świadomość, że właśnie zaginęła kolejna młoda dziewczyna, a okoliczności przestępstwa wydają się znajome.
Sytuacja, w której policjant musi bronić swojego dobrego imienia pojawia się w kryminale niezwykle rzadko. Dlaczego? Bo bardzo trudno utrzymać tempo akcji, kiedy główny bohater traci możliwość normalnego prowadzenia śledztwa. Horstowi jednak udało się przekuć ten pomysł w sukces i nie zrobił tego z pomocą wybuchów i pościgów, ale poprzez analizę. Komisarz Wisting, ostrzeżony przez pracującą w prasie córkę, tuż przed zawieszeniem zabiera z komendy akta sprawy. Zamyka się z nimi w domku letniskowym i zaczyna swoją wielką analityczną podróż. Łączy wątki, prowadzi prywatne śledztwo, zamiast z usług laboratorium kryminalistycznego korzysta z pomocy emerytowanego technika i walczy o to, by prawda wyszła na jaw. Oczywiście, nie jest w tym wszystkim sam, ponieważ, jak zwykle w cyklu o komisarzu Wistingu, tą samą sprawą zajmuje się również jego córka - Line. Tym razem możemy oglądać ten duet nieskrępowany klauzulami poufności, co moim zdaniem za bardzo wszystko upraszcza. Mimo tego intryga zarysowana jest w bardzo zawiły i interesujący sposób, dzięki czemu niemal do samego końca czytelnik nie rozwiązuje wszystkich zagadek. Zamiast sensacji, mamy tutaj psychologię i dywagacje na temat tego, do czego zdolny jest człowiek i czy więzienie może zmienić niewinnego w przestępcę? Jak dla mnie jedynym słabością "Psów gończych" jest to, że od początku wiemy, że Wisting jest niewinny. Gdyby do fabuły dołożyć wątpliwości na temat prawdomówności samego komisarza, fabuła byłaby jeszcze bardziej wciągająca.
"Psy gończe" to bardzo interesujący kryminał. Jeżeli lubicie książki, które, będąc rozrywką, potrafią zmusić do myślenia, polecam powieści Horsta. Pisarz ten niezwykle wiarygodnie pokazuje nam prawdziwą, analityczną pracę śledczego, nie szczędząc przy tym bonusów w postaci kilku całkiem sensacyjnych momentów. Polecam!
