sobota, 17 lutego 2018

O kryminale pełnym takich samych bohaterów, czyli recenzja "Handlarza śmiercią" Sary Blædel

S. Blædel, "Handlarz śmiercią", tłumaczenie I.Zimnicka, Storytel, 2017.

Uwielbiam skandynawskie kryminały, aczkolwiek do tych napisanych przez Duńczyków czy też Dunki podchodzę ze sporą dozą rezerwy. Być może dlatego, że zbyt dobrze znam ten świat, by mógł mnie zaczarować, jeśli nie jest opisany w sposób mistrzowski. W "Handlarzu śmiercią" Sary Blædel  brakowało jednak nie tylko klimatu, ale i całego zestawu cech, pozwalającego określić książkę mianem dobrej lub, chociażby, przeciętnej.
Policjanci z kopenhaskiego Wydziału Zabójstw wpadają w panikę. W trakcie weekendu dochodzi do dwóch zabójstw i oba mogą skutecznie rozjuszyć opinię publiczną. Dziennikarzy z pewnością zainteresuje zarówno zabójstwo młodej dziewczyny, której zwłoki odnaleziono w jednym z parków, jak i ciało reportera znalezione na tyłach hotelu Royal. Policjantka - Louise Rick musi mierzyć się z obiema sprawami jednocześnie. Przełożeni przydzielili ją bowiem do śledztwa dotyczącego dziewczyny, a najlepsza przyjaciółka - dziennikarka, wciągnęła w swoje prywatne dochodzenie mające na celu rozwiązanie drugiej sprawy - pełnej niebezpieczeństw i typów spod ciemnej, narkotykowej gwiazdy.
Cóż, najchętniej zostawiłabym Was z jednym zdaniem: ta książka jest na wskroś zła. Jednak obowiązkiem recenzenta jest wyjaśnić dlaczego, więc pozwolę sobie poznęcać się nad "dziełkiem" Sary Blædel w kilku czy też kilkunastu zdaniach. Zacznijmy od samej Louise Rick - tak antypatycznej z powodu własnego niezdecydowania i nieporadności postaci nie było od czasu naczelnej sieroty szwedzkiego kryminału - Fabiana Riska z powieści Stefana Ahnhema. Policjantka nie jest zdolna do podjęcia szybkiej, racjonalnej decyzji nawet w sprawie swojego związku, a co dopiero życia przyjaciółki. Nie ma bladego pojęcia o feministycznych ideałach (patrz - żenujący związek z najbardziej egoistycznym mężczyzną świata), a pracę traktuje tak rutynowo, że aż przykro o tym czytać. Jej przyjaciółka nie jest o wiele lepsza. W teorii Camilla ma być przeciwieństwem Louise. W rzeczywistości dysponuje dokładnie takim samym systemem dywagacyjno-decyzyjnym, polegającym mniej więcej na tym, że każda decyzja roztrząsana jest bardzo długo zarówno przed jej podjęciem jak i po, co i tak do niczego nie prowadzi. Jest tak zapewne dlatego, że intryga kryminalna została zarysowana w tak oczywisty i przewidywalny sposób, że rozwiązałby ją pięciolatek. Niestety, te dwie panie nie potrafią - zamiast tego piją szampana z gangsterami, nie wiedząc o ich profesji, mimo bycia przedstawicielkami zawodów znanych z posiadania takich informacji. Bardziej od tego irytuje tylko ich naiwność. Przecież w świecie przestępców każdy mówi prawdę i niczego nie ukrywa. I o ile nieporadność bohaterek w starciu z mafią narkotykową mogłabym zrozumieć, o tyle rozwiązanie zagadki śmierci dziewczyny jest zwyczajnie śmieszne. Nie skupiajmy się jednak jedynie na Louise i Camilli... Cóż, chciałabym. Jednak cała reszta bohaterów była tak słabo zarysowana, że czasami myliłam się co do ich płci. A wierzcie mi, nie mam problemu z identyfikacją duńskich imion. Podobieństwa były czasami tak duże, że nie dało się nawet rozróżnić dziennikarzy od policjantów. I to mimo szczerych chęci lektorki (tak, znów słuchałam audiobooka), która każdej postaci starała się nadać własny głos. Do tego tygla beznadziei dodam jeszcze brak autentyzmu. Bo szczerze wątpię, by informatorzy nachodzili ludzi w łazienkach, kiedy ich szefowie podrywają obce kobiety w restauracjach. Ale to tylko moja opinia.
Podsumowując - nie czytajcie tej książki, nie podchodźcie do niej, nie pozwólcie nawet, żeby Wasz wzrok spoczął na jej okładce - już to będzie stratą czasu. "Handlarz śmiercią" Sary Blædel to jeden z najgorszych kryminałów, jakie miałam nieprzyjemność poznać i z pewnością nie dam tej autorce kolejnej szansy. Wam radzę nie dawać nawet tej pierwszej!

6 komentarzy:

  1. Przekonałaś mnie, że absolutnie nie chcę czytać tej książki! Już to co napisałaś o głównej bohaterce wywoływało moją niechęć, a dalej było tylko gorzej, więc bardzo dziękuję i książkę będę omijać szerokim łukiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę książkę naprawdę trzeba omijać szerokim łukiem :)

      Usuń
  2. Skoro nie warto to odpuszczam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro nie polecasz, to będę to miała na uwadze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko ostrzegam - tę książkę naprawdę trzeba omijać szerokim łukiem :)

      Usuń