M.Atwood, "Rok potopu", tłumaczenie M. Michalski, Wydawnictwo Prószyński i Spółka, 2017.
Margaret Atwood zachwyciła mnie niedawno pierwszym tomem trylogii MaddAddam. Dlatego też nie zwlekałam z sięgnięciem po kolejny. Nie rozczarowałam się. "Rok Potopu", przedstawiający historię innych bohaterów, którzy tak jak Jimmy z "Oryksa i Derkacza" przeżyli zarazę, zachwyca i wprowadza nas w świat ekosekt i nocnych klubów, które są sobie bliższe, niż może się wydawać.
"Rok potopu" to historia opowiadana z perspektywy dwóch bohaterek. Toby, członkini sekty Bożych Ogrodników, ukrywa się w luksusowym spa, w którym pracowała. Za pożywienie służą jej zrobione wcześniej zapasy i wybrane przez tę znającą się na ziołach kobietę, organiczne kremy. W kapsule do kwarantanny w jednym z nocnych klubów siedzi Ren. Dziewczyna jest tam uwięziona i nie ma pewności, czy jej przyjaciółka - Amanda, jedyna osoba, która może ją uwolnić, jeszcze żyje. A zapasy jedzenia kurczą się z dnia na dzień. Obie kobiety nie tylko opowiadają nam historię swoich zmagań w czasach postapokaliptycznych, ale także nawiązują do przeszłości, która niejednokrotnie je złączyła.
Jeśli myślicie, że "Oryks i Derkacz" to majstersztyk, sięgnijcie po "Rok potopu". Jest jeszcze lepiej. Przyznam szczerze, że trochę boję się przeczytać "MaddAddama", którego mam już na półce, bo jeśli tendencja wzrostowa się utrzyma, połknę tę książkę w jedną noc. W drugim tomie swojej trylogii Atwood prezentuje nam życie ludzi spoza zamkniętych kompleksów dla bogatych naukowców. Okazuje się, że choć plebsopolie nie są tak straszne, jak w opowieściach Jimmy'ego z pierwszego tomu, przemoc, ubóstwo i demoralizacja są w nich na porzątku dziennym. W takim właśnie środowisku dorastała starsza z bohaterek - Toby. Kobieta, po stracie matki i ojca, pracowała w najpodlejszym z miejsc, by przetrwać. Kiedy jej życie stało się nieustającym pasmem udręk, znalazła schronienie w siedzibie sekty, łączącej ekologię z chrześcijaństwem. Nie wierzyła im, ale w ich towarzystwie czuła się bezpieczna. Przeszła tyle, by za owe bezpieczeństwo przehandlować wolność i przekonania. Wykorzystała swoją wiedzę, by polepszyć sytuację życiową. Znalazła przyjaciół, straciła ich i z zadziwieniem stwierdziła, że sekta zapowiadająca potop bez wody, miała rację. Toby jest niezwykłym przykładem człowieka, który bez względu na okoliczności, zawsze wypłynie na powierzchnię. Przez całe życie walczy, rzadko zdarza jej się wygrać, ale zawsze udaje jej się przeżyć, ponieważ twardo stoi na ziemi. Ren jest jej przeciwieństwem - wieczna kukiełka, wieczna ofiara, wiecznie niekochana. Za wszelką cenę szuka pomocy i poczucia bezpieczeństwa. Klub ze striptizem, wbrew pozorom, jej je dawał. Poprzez ułudę bycia potrzebną, niezastąpioną, członkinią pararodziny. Kiedyś czymś takim była dla niej sekta. Ta sama, do której należała Toby. Tam znalazła ludzi bliższych i bardziej opiekuńczych niż jej rodzona matka. Jednak "Rok potopu" to nie tylko powieść o tym, jak poszczególne jednostki zachowują się w obliczu tragedii i samotności. To także historia o roli religii w ludzkim życiu. O tym, że może ona być ratunkiem, ograniczeniem, nośnikiem przestrogi czy nauczycielką życia. Boży Ogrodnicy to ekosekta. I jakkolwiek element religijny, czy sekciarski wydaje się tu być szkodliwy, ekologiczne podejście do życia jest najważniejszym przesłaniem tej książki. Szczególnie, kiedy domyślimy się, dlaczego bohaterki powieść Atwood przeżyły apokalipsę. "Rok potopu" opowiada również o czasach po katastrofie. O tym, jak wcześniejsze zahartowanie, pomaga poradzić sobie w najgorszej sytuacji. A także o sile wspólnoty, która potrafi w imię wspólnego celu wstać z martwych.
Atwood w "Roku potopu" daje nam wskazówki, pomagające nie dopuścić do zbliżającej się katastrofy. Zawiera je jednak w tak błyskotliwej i dobrze obmyślonej opowieści, że trudno nie wziąć ich sobie do serca. Ponieważ ta powieść nie jest jedynie przestrogą. Jest przede wszystkim arcydziełem współczesnej literatury.






