czwartek, 21 września 2017

O książce mistrzyni, której raz coś się nie udało, czyli "Rok królika" Joanny Bator

J.Bator, "Rok królika", Wydawnictwo Znak, 2016.

Wielu przestrzegało mnie przed najnowszą powieścią Joanny Bator. Czytałam wiele niepochlebnych recenzji i całą masę utyskiwań nad jakością tej książki. Mimo tego musiałam przekonać się sama. I gdyby nie fakt, że zostałam zmuszona do spędzenia ośmiu godzin w pociągu relacji Poznań-Kraków pewnie nigdy nie skończyłabym "Roku królika".
Julia Mrok to autorka romansów historycznych, żyjąca na co dzień z dwoma mężczyznami. Nie stroni od rozkoszy i ponad wszystko pragnie opowieści. Te ostatnie inspirowane są nagłówkami tabloidów i historiami ludzi, którzy pojawiają się w jej życiu. Pewnego dnia Julia, zauważając pewien dysonans w swoim nietypowym związku, postanawia zniknąć. Zmienia tożsamość oraz wygląd i opuszcza Warszawę by trafić do Ząbkowic Śląskich, gdzie melduje się do hotelu, w którym znajduje się tajemnicze spa "pod królikiem". Wokół zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a Julia Mrok musi zmierzyć się nie tylko z niespodziewanym biegiem wydarzeń, ale i z własną przeszłością.
Tyle z intrygującej fabuły. Trzeba przyznać, że jest ona raczej tłem do językowych popisów autorki. A te cieszą oko i wzbudzają podziw przez, mniej więcej, pierwsze sto stron. Potem irytują, nudzą i wydają się wymuszone. Tak jak ciągłe nawiązywanie do nagłówków tabloidów. Owszem - jest to pomysł świeży i intrygujący, ale w przypadku "Roku królika" nazbyt eksploatowany. Przytoczenie kilku nagłówków jest dla wymagającego czytelnika ciekawostką językową, ale po pewnym czasie zaczyna irytować. Gdyby ktoś chciał zgłębiać świat przez pryzmat tego typu "twórczości" czytałby "Fakt" i "Super Express", a nie powieść laureatki nagrody Nike. Poza tym może się wydawać, ze sama autorka się w tej zabawie pogubiła i dała ponieść magii nagłówków, wytaczającej ścieżki głównej bohaterki. To samo tyczy się poszukiwania przez Julię Mrok opowieści i fragmentów jej własnego "dzieła" przedstawianych na karatach powieści. Parodia romansu historycznego - bo zakładam, że miała to być parodia, bawi przez krótką chwilę, ale w książce przytaczane są dłuższe fragmenty owym czytadłem będące i sprawiające, że wprawny czytelnik pragnie wyłupić sobie oczy. Nadmiar jest problemem tej książki - w nadmiarze tajemnic, niedopowiedzeń, przypadków i eksperymentów językowych czytelnik się gubi. Bowiem stosowanie tych ostatnich tak spiętrza znaczenia, że bohaterowie zdają się zanikać pod ich warstwą razem z całą zagadką i grozą, która według założeń powinna się w tej powieści pojawić. Kolejnym problemem "Roku królika" jest podobieństwo do poprzedniego dzieła Bator - "Ciemno, prawie noc". Tutaj też mamy specyficzną bohaterkę zmieniającą swoje życie, tajemnice, niedopowiedzenia i ciekawy język. Tylko w poprzedniej powieści autorka trzymała to wszystko w cuglach. W "Roku królika" się pogubiła i choć nadal jest dla mnie mistrzynią słowa, nie potrafię pogodzić się z zanikiem klarowności fabuły. Kwestią do osobnej analizy jest sama Julia Mrok - bohaterka na wskroś egocentryczna, zaślepiona swą pasją do opowieści i pomijająca znaczenie ludzi w nich opisywanych. Świat to jedynie jej marionetki - muszą grać tak, jak ona im zagra, odgrywać jej powieść, ewentualnie przekształcać ją wciąż na nowo.
"Rok królika" to opowieść o kobiecie, która łaknie historii i chce skonstruować tą własną. Niestety, w nadmiarze znaczeń i smaczków językowych opowieść o Julii Mrok ginie i staje się męczącym chaosem, z którego czytelnik chce się wyrwać. Dlatego też, miłośnicy literatury, nie popełniajcie mojego błędu, trzymajcie się z dala od tej książki, bowiem Bator to mistrzyni, której raz coś się nie udało...

8 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze nic Bator, ale skoro nazywasz ją mistrzynią, to sięgnę, jednak na pewno nie po "Rok królika". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ciemno, prawie noc" byłam zachwycona. Polecam :)

      Usuń
  2. Koleżanka nie dała rady tej książki doczytać, mówiła że jakaś pokręcona:) nawet nie wiedziałam, że autorka była laureatką Nike. W takim razie muszę się bliżej przyjrzeć jej twórczości, rzecz jasna z wyłączeniem tej ksiazki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie tkwienie w pociągu i brak alternatyw, pewnie podzieliłabym los Twojej koleżanki :) Na szczęście inne książki Bator, które miałam okazję czytać, są dużo lepsze niż "Rok królika"

      Usuń
  3. Czytałam "Ciemno, prawie noc"... W sumie to wymęczyłam tą książkę. Nie wiem, chyba jest zbyt ambitna jak dla mnie, ale ten język mnie nie przekonał. Skoro "Rok królika" jest podobny do "Ciemno, prawie noc" to już mówię, że pasuję.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Roku królika" ten język jest jeszcze bardziej skondensowany. Wręcz nieznośny. Nie warto czytać tej pozycji.

      Usuń
  4. Niedawno zaczęłam "Ciemno, prawie noc" i póki co nie jest źle. Ale po "Rok królika", jak na razie nie zamierzam sięgać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ciemno, prawie noc" jest fantastyczne. Życzę miłej lektury!

      Usuń